CENA NA CZERWIEC 2010: 11400zł.
Profesor przeprowadził już co najmniej kilkadziesiąt operacji, na pewno jest najbardziej doświadczonym chirurgiem w kwestii tej operacji.
Klinika:
http://www.ack.g(...)w/161/37
July:
(Informacja pochodzi z 2006 roku.)
Przy rejestracji w izbie przyjęć na oddziale urologii (parter, wejście od tyłu) żądali pokazania dokumentów - skierowanie, wyrok sądu, nr pesel i uzupełnienia danych osobowych, włącznie ze wskazaniem osoby, z którą w razie czego należy się kontaktować i która będzie miała wgląd w informacje o stanie zdrowia pacjentki. Następnie EKG i wywiad pielęgniarski przy przyjęciu na oddział.
Na karcie niestety napisano mi pełną diagnozę, czyli transseksualizm m/k. Fachowo operacje nazywają kontrakcją płci.
Następnego dnia z rana pobierają krew do badania i zabierają próbkę moczu. Potem rozmowa z lekarzem prowadzącym i znów przedstawia się wyżej wymienione przeze mnie dokumenty i pisze oświadczenie, że jest się w pełni świadomą nieodwracalności zabiegu chirurgicznego. Lekarz objaśnia co będą dokładnie robić, ile trwa operacja, jakich efektów można się spodziewać itd W razie jakichkolwiek pytań można zawsze podejść i zapytać.
Następnie jest rozmowa z anestezjologiem, który przeprowadza wywiad chorobowy. Z reguły pacjentka gdy idzie na operację przebiera się w taką koszulę szpitalną która odsłania plecy i pośladki, a zwyczaj jest taki, że przed operacją pacjentka wstaje z własnego łóżka i przenosi się na inne, lub na fotel i tym jest wywożona z sali. Dla nas oczywiście jest to niekomfortowe więc można poprosić o to, by być przewiezioną w tym łóżku w którym się leży, tak żeby współpacjentki z tej samej sali nie musiały być świadkiem pokazu 'pewnego czegoś' :]
Dzień przed operacją dadzą do jedzenia śniadanie i na obiad już tylko zupę. Następnie tego samego dnia późnym popołudniem dwie saszetki proszku do czyszczenia okrężnicy - Fortrans. Każdą saszetkę rozpuszcza się w jednym litrze mineralnej wody niegazowanej. Kazano mi wypijać jedna szklankę w 15 min tak bym dwa litry wypiła w 2 godziny. Niestety nie dałam rady. Pół litra wypiłam, drugie pół zwróciłam wraz zupą :) Na szczęście pielęgniarki znalazły mi inny preparat - Manitol i z tym już sobie poradziłam. Mniemam jednak, że mój organizm miał wyjątkową słabość do tego pierwszego preparatu, na własne oczy widziałam wiele innych pacjentek które piły go bez problemu. Ani jeden ani drugi nie jest rzecz jasna smaczny, ale nie przyjeżdżamy się tam delektować :) Gdy już nas przeczyści do wody, to idziemy przygotować 'pole operacyjne' - krem lub golarka.
Nad ranem w dzień operacji dostajemy 'głupiego jasia'. Różnie on działa - na mnie podziałał utratą świadomości i snem, także nie pamiętam nawet ja mnie wieźli na salę. Pierwsze co, to dopiero przebudzenie i odruch wymiotny spowodowany narkozą - ale to naturalne. Boli także gardło - po sądzie nosowo-żołądkowej. No i budzimy się z cewnikiem.
Pierwszy dzień po operacji nie jemy i nie pijemy. Drugiego możemy pić wodę, zdaje się, że trzeciego dostałam grysik na śniadanie.
W kwestii bólu. Pierwsze kilka dni dość mocno boli choć nie umiałam sprecyzować miejsca bólu. Przepisane są 4 zastrzyki przeciwbólowe na dobę, w tym jeden silniejszy na sen. Przez pierwsze dni po operacji największy ból odczuwałam w podbrzuszu tam gdzie szedł szew. Nie mogłam się nawet sama przewrócić na bok, a gdy robiły to siostry by zmienić pościel było to dość bolesne. Ale poza tym z bólem dość łatwo sobie poradzić - właśnie dzięki tym zastrzykom przeciwbólowym.
Pominę tu jedynie kwestię osobistych zdrowotnych komplikacji związanych z tą operacją. Należy jednak pamiętać, że prawie zawsze jakieś się przydarzają. Czasem bardzo małe, a czasem takie, które przedłużają dosyć znacznie nasz pobyt w szpitalu. Sugeruję nie przyspieszać wyjścia, jeśli są jakieś komplikacje, bo same sobie możecie potem nie poradzić, a jeździć do Gdańska gdy ktoś ma daleko nie jest ani tanio, ani po drodze.
Co się tyczy zakładania prawidła, to nastraszona opowieściami denerwowałam się jak rzadko. Przed tym dostaje się zastrzyk przeciwbólowy. Siadamy na krześle ginekologicznym. Lekarz sporządza prawidło - z owiniętego bandaża i prezerwatywy, smaruje je żelem i zakłada. Bólu było tyle co nic.
Jeszcze trzy rzeczy:
Pierwsza: inne ts.
Jeśli kiedyś tam będziecie weźcie pod uwagę, że nie każda z nas chce się koniecznie zaznajamiać ze wszystkimi innymi ts leżącymi na oddziale. Łączy nas to, że jesteśmy ts - i bardzo często nic więcej. Pewnie dziwnie zabrzmią takie słowa. ale na samym początku 'zdybała' mnie jedna taka pacjentka. Niesamowicie nastraszyła mówiąc o fatalnych jej zdaniem skutkach operacji. Najpierw miała ze skóry prącia, a potem uznała, że jest to źle zrobione i zażyczyła sobie z jelita. I usilnie mnie namawiała, żebym zrobiła tak samo bo tak jest znacznie lepiej - na koniec okazało się, że musiała się podjąć drugiej operacji bo nie dość dbała o siebie i zrosło się jej w środku. Już abstrahując od tego co słyszałam na jej temat od personelu - wiele i nic dobrego - bardzo pożałowałam tej znajomości, także finansowo. Przestrzegam więc was przed pochopnym zawieraniem znajomości. A te osoby które koniecznie chcą zawierać takie znajomości niech się zastanowią, czy osoba do której podchodzą także ma taką chęć.
Druga sprawa: zachowanie.
Z tego co zdążyłam się zorientować ts mają tam fatalną reputacje. Są postrzelone, często zachowują się jak naćpane i histeryzują. Przy mnie pacjentka opowiadała nawet historię o tsce która podcięła sobie w szpitalu żyły i nad ranem inne pacjentki w jej sali obudziły się w kałuży krwi (nota bene nie wiedziała, że opowiada te historię innej tsce :P). Oczywiście jest to skrajność, ale nawet profesor mówił, że czasem się zastanawia czy w ogóle ma sens robienie takich operacji jeśli takie wyczyny dzieją się potem na jego oddziale. A jest to bardzo ciężki oddział z wieloma, cierpiącymi ludźmi. Jeśli więc któraś z was tam pojedzie to postarajcie się zostawić kolejnym pacjentkom dobrą opinię.
Trzecia: sam oddział.
Brak mi dobrych słów żeby opisać tam fachową i bardzo przyjazną opiekę. Była po prostu rewelacyjna. Ze wszystkich stron uśmiech i ciepłe słowo. Od salowej po pielęgniarkę spotykałam się tylko z życzliwością. Przypuszczam więc, że jeśli odpłacicie im tym samym będzie im znacznie przyjemniej wykonywać ich pracę :)
Iwka:
(Operacja odbyła się w marcu 2008r.)
A więc jedziemy do szpitala w Gdańsku i ...
1) Przyjęcie do kliniki.
Najpierw idziemy na izbę przyjęć, tj. z głównego wejścia krótkim korytarzem, potem w lewo, prawie do końca korytarza, następnie w prawo , w zielone drzwi i do końca korytarzem. Tuż przy bocznym wyjściu po prawej stronie jest izba przyjęć i tam się zgłaszamy. Musimy tam przedstawić dowód osobisty, (nowy!) prawomocny odpis wyroku, skierowanie od dr. Dulki, chcą też dowód ubezpieczenia. W czasie spisywania naszych danych do dokumentów szpitalnych, idzie się do małego pokoiku przebrać w ciuchy do szpitala, zdaje się swoje ciuchy. Następnie pielęgniarka zabiera na oddział, przy czym po drodze idziemy na badanie EKG. Trwa to chwilę, po czym już jedziemy na trzecie piętro, na urologię. Ja byłam tam na sali nr. 10. Fajna, bo na trzy łóżka, akurat taka, by było wesoło. (o ile trafi się na fajne współlokatorki) Ja trafiłam na bardzo miłe panie. I nie polecam jedynki, bo tam można na śmierć się zanudzić. Z moimi paniami czasem mało ze śmiechu żeśmy się nie popłakały...
Ja przyjechałam w piątek, mój zabieg miał być w poniedziałek, ale z powodu nagłego przypadku, wszystko się przesunęło o dzień, dlatego na wtorek miałam się szykować. Do poniedziałku miałam luz. W poniedziałek od rana się zaczęło, ba już rano pobrali mi krew na badania. Śniadanie jeszcze zjadłam, ale obiadu już nie dostałam.
Za to dostałam czerwoną kartkę z napisem: PACJENT MA BYĆ NA CZCZO! Dostałam też dwa opakowania proszku na przeczyszczenie, które musiałam rozpuścić w dwóch litrach wody mineralnej i wypić w ciągu czterech godzin. To było OHYDNE, bo miało słodko słony smak i posmak popłuczyn z marchwi... Obrzydlistwo, po wypiciu kilku łyków o mało nie zwymiotowałam. Ale powoli starałam się przemóc i jednak udało mi się w określonym czasie to wypić. Muszę przyznać, że to skuteczna metoda na przeczyszczenie, chociaż nie pogoniło mnie to aż tak mocno, jak innych pacjentów, co wiem z opowiadań. U mnie na czterech razach się skończyło.
Poza tym lekarz przeprowadził ze mną wywiad, musiałam podpisać zgodę na operację i kilka innych papierków. Był też wywiad anestezjologiczny.( bardzo miła pani) Poza tym do wieczora miałam spokój. Tylko na dobranoc jeszcze lewatywę mi zrobili. (chyba na sen...)
2) Dzień operacji.
Już rano, we wtorek dostałam taką idiotyczną koszulę, zawiązywaną z tyłu, potem zostałam zabrana z łóżkiem na salę pooperacyjną. Tam zdjęłam pod kołdrą bieliznę, bo trudno by było się ze zrozumiałych względów rozebrać wcześniej. Ta koszula szpitalna jest tak krótka, że ledwo tyłek zakrywa, a że jeszcze z tyłu wiązana..., to niezły widok czasem tam bywa... Na pooperacyjnej dostałam zastrzyk z ,,głupiego jasia", który na mnie nie podziałał jakoś i po chwili na moim łóżku pojechałam na blok operacyjny. Tam jeszcze się wgramoliłam na stół operacyjny, następnie prawą rękę siostry umocowały mi wzdłuż ciała, a lewą miałam położoną w taką rynienkę na bok. Jeszcze widziałam, jak pani anestezjolog wkłuła mi się w żyłę łokciową, a potem odlot na 6 godz. nastąpił...
Obudziłam się dopiero na sali pooperacyjnej. Nie czułam bólu, bylam spokojna. Miałam rurkę z tlenem w nosie i cewnik z boku. Mogłam się przekręcać na łóżku, ale musiałam uważać na pieska, by mu smyczy z pęcherza nie wyrwać. Po kilku godzinach miałam mdłości i wymioty, ale nic nie leciało, bo żołądek był pusty, jednak i tak były bardzo męczące. Poza tym dostawałam kroplówkę w celu nawodnienia organizmu, oraz antybiotyk. W czasie zabiegu przetoczyli mi krew. Na noc dostałam zastrzyk p. bólowy z nasennym razem. Byłam przy tym spokojna i w pewnym sensie zadowolona, że mam już to za sobą. Tak było przez trzy dni po zabiegu. Nie bolało mnie wiele, brałam trzy zastrzyki na dobę.
3) Trzeci dzień po zabiegu. (piątek)
To był początek dochodzenia do normalności, bo już kleik dostałam do jedzenia i wstałam rano po raz pierwszy. Nie chodziłam jeszcze wiele, ale to już coś. To mnie postawiło na nogi psychicznie. Przed południem wstałam po raz drugi, bo musiałam iść do pokoju zwierzeń na pierwsze założenie prawidła.... Bałam się tego trochę, ale to tylko niczym nieuzasadniony strach, bo nic tam nie bolało. Najgorsze było wdrapanie się na ,,motylka", bo on wysoki strasznie. Tam lekarz przemył całą ranę dokladnie i następnie założył prawidło zrobione z bandaża i prezerwatywy. To nic nie boli, bo rana jest cała opuchnięta i tkanki są pozbawione czucia. Prawidło było założone na 5 - 6 godz, bo dłuższe zakładanie mogło by spowodować niedokrwienie skóry wewnątrz i poważne problemy.
Gdy zeszłam z fotela, nieco mną zachwiało, ale spokojnie doszłam do sali sama, chociaż z małą asekuracją. Na obiad też był kleik, a na kolację już trochę normalności. Przed kolacją wstałam po raz trzeci tego dnia, chciałam już zjeść kolację przy stoliku..., ale się nie udało, bo nieco przeceniłam swoje siły. Jednak po operacji człowiek jest osłabiony. Gdybym się nie położyła, to odleciała bym w niebyt, więc musiałam zjeść kolację w łóżku, czego nie lubię robić.
4) Dzień czwarty i następne...
Czwartego dnia, to ja już wstałam i dużo chodziłam, bo uznałam, że ruch mnie jeszcze szybciej na nogi postawi, a poza tym nie można leżeć i ciągle narzekać. Dlatego chodziłam nie tylko po korytarzu, ale też trzy piętra po schodach zrobiłam. Musiałam iść do zabiegowego, jadłam już normalnie przy stole, i zaczęły się wypróżnienia, czyli wszystko było dobrze. Chociaż nie wszystko było dobrze, bo czwartego dnia przy cewce moczowej wystąpiło spore krwawienie. Lekarz założył kilka drobnych szwów i się uspokoiło, ale z prawidłem kazał zaczekać dwa dni, aby się wszystko trochę podgoiło. Toteż w sobotę i niedzielę miałam spokój z prawidłem. To był też dzień, w którym pierwszy raz wzięłam ze sobą lusterko do zabiegowego, (wcześniej zapominałam) aby zobaczyć siebie po zabiegu... Nie był to zbyt piękny widok, bo szwy, wszystko opuchnięte, zasinione..., ale pomimo wszystko był to widok, który chciałam widzieć.
Od czwartego dnia chodziłam bardzo dużo po korytarzach kliniki i po schodach. ( zwykle 9 pięter po schodach) Przy okazji przynosiłam różne rzeczy z kiosku moim paniom na sali, za co były mi wdzięczne.
Moje towarzyszki niedoli były fajne, w nasze sali było wesoło. To była chyba najweselsza sala na oddziale.
W poniedziałek znów byłam założyć prawidło i tym razem to już to sama robiłam z pielęgniarką. Trzeba było zacząć samej sobie radzić. W następnych dniach już zupełnie sama chodziłam do zabiegowego, zmykałam się od środka i robiłam wszystko sama. Chociaż samej nie jest łatwo wszystko zrobić, a szczególnie opatrunkiem prawidła zakleić. Bo ono ma tendencję do wysuwania się na zewnątrz i trzeba je przytrzymywać ręką, a przecież jedną ręką nie da się przykleić dobrze plastra na opatrunku. Ale jakoś sobie radziłam.
5) Dzień dziewiąty...
Znamienny dlatego, że nareszcie miał być cewnik wyjęty. Miałam już serdecznie dość mojego Azorka. Prof. Krajka nawet sugerował wyjęcie go siódmego dnia, ale dr. Piaskowski stwierdził, że lepiej poczekać, bo potem często trzeba go jeszcze raz wkładać... No i miał rację! Nie ma się co spieszyć z tym wyjmowaniem. U mnie w dziewiątym dniu był wyjęty i wszystko by było fajnie, gdybym... mogła się potem sama wysikać. Próby wysikania się samodzielnego były tym, co najgorzej wspominam z pobytu w klinice... Od południa nie sikałam i wieczorem miałam już skurcze parte całego brzucha, jak przy porodzie. Myślałam, że całe wnętrzności urodzę, ból okropny , a wysikać mi się nie udało. Ok 21-szej poszłam do pielęgniarek, bo już nie miałam siły, byłam jak po wyjęciu z wirówki, aż mokra od wysiłku. I niestety, z powrotem miałam założony cewnik. Ale ulga, jaką odczułam po wypuszczeniu dwóch litrów moczu jest nie do opisania. I tak na następne trzy dni byłam skazana na mojego pieska...
Dwunastego dnia miałam ponownie wyjęty cewnik i ponownie to samo, nie mogłam się wysikać. Co gorsza, mocz przebił się gdzieś wewnątrz z cewki i wpłynął do lewej wargi... Co za okropny, rwący ból. Warga spuchła, jak balon, i znów cewnik... Chciałam już iść do domu, a tu komplikacje. Już byłam przygotowana na wypis z cewnikiem i po tygodniu jego wyjęcie.
Ale nic nie jest tak, jak się planuje... W dniu, którym liczyłam na wypis, chciałam wymienić cewnik na grubszy, bo czułam, że gdzieś mocz wewnątrz płynie i mnie piecze. Lekarz wyjął cewnik i chciał włożyć następny..., a tu nijak nie idzie. Próbował z różnymi, ale nic nie mógł zrobić, przez co nieco się zdenerwował. Kazał odczekać z godzinę i znów próbował..., nadal nic.Potem jeszcze dwóch lekarzy próbowało ten nieszczęsny cewnik włożyć i też nic. Wchodziło kilka centymetrów i dalej w żaden sposób nie szło. Zdziobali mi tyłek, że bardziej bolało, jak po samej operacji. Zagrozili mi już leprostomią, czyli cewnikowaniem pęcherza przez powłoki brzuszne. To mnie mocna zdołowało, bo groziło przedłużeniem pobytu w szpitalu jeszcze o więcej, niż tydzień.
Po kilku godzinach juz chciało mi się sikać i ze strachem poszłam do łazienki... Tam się okazało..., że powoli, ale udało mi się wysikać nareszcie o własnych siłach. Jakaż radość mnie wtedy opanowała! Zaraz powiedziałam o tym fakcie lekarzowi, co też go ucieszyło.
Do wieczora już sama sikałam, to jeszcze nie było normalnie, bo powoli, ale już byla nadzieja, że w środę , a więc 15-stego dnia po operacji, wyjdę do domu. W środę na obchodzie, prof. stwierdził, że mogę iść do domu, bo już sama sikałam, i w związku z tym dostałam upragniony wypis. Wieczorem byłam w domu. Nareszcie!
Podsumowania
A) Psychika. Muszę się odnieść do tego, bo to też ważna sprawa. A trzeba powiedzieć, że zmienia się po SRS-sie. Zmienia się przede wszystkim postrzeganie siebie. Przed zabiegiem ciągle istnieje świadomość, że chociaż jest się kobietą, to jednak nie do końca, bo pewien szczegół to odczucie skutecznie rujnuje. Po zabiegu jest zupełnie inaczej! Nie ma już nic, co blokowało by poczucie kobiecości. Bardzo zadowolony I to jest miłe uczucie. Trochę się też zmienia patrzenie na świat, mam więcej pewności siebie, jestem spokojniejsza i bardziej otwarta.
Należy tu jeszcze wspomnieć o tzw. szoku pokastracyjnym. U mnie nie było go praktycznie wcale, ale są przypadki, gdzie niezbędna jest pomoc psychologa, a nawet psychiatry. Różnie to się objawia, u każdego inaczej. W klinice był przypadek próby samobójczej nawet. Może z tego względu lekarze u nas boją się takich zabiegów. Bo często mniej jest problemów z samą operacją, niż z niektórymi pacjentkami po operacji... Dlatego prof. chce zwykle najpierw spotkać się z pacjentką, porozmawiać, bo może się zorientować, jaki kto jest, czego można się po danej osobie spodziewać... To jest poważna sprawa i nie należy jej lekceważyć!
B) Personel medyczny. Jest wspaniały.! I lekarze i pielęgniarki są pełni poświęcenia, mili, i zawsze pomocni. Chyba w mało którym szpitalu mozna tak pozytywnie wyrażać się o personelu medycznym. Nawet na karcie informacyjnej nie piszą o diagnozie nic, co mogło by sugerować dla innych pacjentów, po co się tam jest. Bo napisane miałam Tx, nikt więc nie wiedział, o co chodzi. Bardzo zadowolony
C) Nikt z pacjentów nie zorientował się, po co tam jestem. Co prawda, w sąsiedniej sali podejrzewały mnie o TS, ale ja szybko te podejrzenia rozwiałam. A moje współtowarzyszki mi w tym pomogły. Byłam wiarygodna jako kobieta i matka, zdjęcie mojej Asi było nad moim łóżkiem... A na okoliczność pobytu w szpitalu wymyśliłam wiarygodną historyjkę, zresztą nie odbiegającą wiele od prawdy. To ważne, bo pacjentki TS nie cieszą się tam sympatią raczej... Ludzie się nieco burzą, że im miejsca odbierają, a oni muszą z ciężkimi schorzeniami czekać... Jak by nasze nie było poważne....
To by było na tyle z czasu operacji.
Rok później.....
Rok później byłam na poprawce..... To chyba dość częste po zabiegach w Gdańsku niestety. Bylam tam z powodu niemożliwości normalnego oddawania moczu. Przez rok męczyłam się z tym potwornie, mialam nadzieję że samo przejdzie, bo okresami było nieco lepiej. Jednak nic się nie poprawiało, a nawet pogarszało, bo coraz częściej oddawałam mocz po kropelce, rodząc te kropelki dosłownie, ciągle mialam parcie, a nie moglam się wysikać.....
Okazało się że to z powodu pooperacyjnego przewężenia cewki moczowej. Po umówieniu się z dr. Piaskowskim szybko zostałam przyjęta na oddział. Po zabiegu sikam bez problemów nareszcie.
Za poprawkę już nie musialam płacić oczywiście.
Efekty operacji po dwóch latach..... takie sobie, pochwa jest płytka, potworzyły się tam zrosty i nie dało się jej rozciągnąć na głębszą. (wiazało się to z duzym bólem)
Teraz mozny by ją pogłębić tylko przy pomocy kawałka jelita.... A tego to ja nie chcę. Jako że nigdy nie współżyłam z genetycznym facetem, to w sumie nie jest to problemem.
Za stara już jestem by sobie dać jelita ciąć, poza tym pochwa z jelita jest problematyczna.....
Więc musi być tak jak jest.
Wyswietl więcej
|
Przejdź do tego tematu na forum
|
Komentarze 0 | Autor: br>