Anette:
Po obudzeniu się leżałam przez 7 dni w szpitalu, z czego 5 to było dosłowne "leżenie", bez możliwości wychodzenia z łóżka. Przez pierwsze dni ból jest, ale nie dokucza tak straszliwie jak można by się spodziewać. Zresztą leki przeciwbólowe (włącznie z morfiną) są dostępne "na życzenie", choć akurat po morfinie czułam się nieco dziwnie.
Na 3-ci dzień przypada Luzowanie Opatrunku. Piszę z wielkich liter, gdyż znacznie zmniejsza to dyskomfort pooperacyjny, tj. ściśnięcie na dole.
Na zdjęcie opatrunku trzeba poczekać do 5-go dnia... z czego dzień 4 to koszmar !
Po zdjęciu opatrunku poczułam dalszą ulgę, choć niestety cewnik pozostał. Ale tego dnia po raz pierwszy w asyście pielęgniarki mogłam przejść kilka kroków. I nie uwierzycie, ale nie było to najłatwiejsze zadanie...
Kolejnego dnia mój zasięg zwiększył się na tyle, że byłam w stanie odwiedzić leżące obok pacjentki.
A ostatniego dnia ... przypada nauka siusiania. Bez cewnika. 30% pacjentek nie udaje się ta sztuka i nie ma się co przejmować, po prostu trzeba jeszcze parę dni z cewnikiem pochodzić :-) .
Tego też dnia po raz pierwszy zrobiłam użytek z torby, którą dostałam przed operacją.
Cóż ona zawiera:
- pieluchy (takie na łóżko),
- ceratkę,
- długi niebieski pas,
- 100 prezerwatyw,
- duuużo tubek nawilżacza,
- lusterko,
- zegarek,
- maść Dermazine,
- jodynę (zwaną tu Betadine),
- strzykawka "żaneta" 100ml i trochę dóbr pomniejszych. Stanowi to uzupełnienie kompletu "tajskich chłopaków"...
- a, i oczywiście słynna "The Pillow", U-kształtna poduszka, na której się dłuuugi czas ... siada.
Na tejże poduszce zostałam z pompą przewieziona (dumna i blada) do vana z Kliniki.
Podróż do hotelu nie była najłatwiejsza... dziury w niektórych jezdniach stanowią poważny problem :-) Tego samego dnia Bow, mimo mojego wykończenia, poproszona przeze mnie nauczyła mnie "ćwiczyć" na ceratce, z wykorzystaniem akcesoriów. Po każdym ćwiczeniu należy się starannie w tejże okolicy wymyć, z wykorzystaniem Betadine i żanety, oraz posmarować maścią Dermazine. Maść ta ma również niezłe właściwości smarne, co przydawało się później przy pieszych wyprawach :-P
Tak to płynął dzień za dniem. Ćwiczenia trzeba wykonywać na początku 3 razy dziennie, co stanowi dość duży % czasu - każdorazowo należy liczyć minimum 1 godzinę. To na początek :-) .
Każdego dnia zwiększał się mój zasięg dojścia. Na trzeci dzień byłam w stanie sama dojść do kliniki, po tygodniu byłam w stanie poruszać się po mieście tamtejszymi środkami komunikacji, zaś po jakichś 10-dniach byłam w stanie wyjeżdżać na własne wyprawy poza miasto. Oczywiście, na The Pillow :-) A wszystko to pod czujną kontrolą Dr S oraz jego personelu, który odwiedzał każdą z nas najpierw po 2, następnie raz dziennie.
Aha, po pogadance z Sophie, po jakimś czasie Dr S zmienia zalecenia dotyczące ćwiczeń :-) . Nakazuje wykonywać "dynamic dilation", są to 3 sesje po 15 minut. Jest różnica, prawda ?
Co było dalej... stopniowo, akcesoriów wykorzystuje się coraz mniej. Po powrocie do kraju warto kupić sobie irygator Tantum Rosa i saszetki do płukania i raz na parę dni zrobić z tego użytek (a wywalić strzykawę żanetę).
Po 1 miesiącu kończy się maść Dermazine.
Po 2 miesiącach kończy się płukanie jodyną. Wtedy mogłam już nie wykorzystywać The Pillow :-) oraz całkowicie odstawić wszystkie leki przeciwbólowe (które okazjonalnie jeszcze po wysiłku się przydawały).
Po 3 miesiącach praktycznie zapomniałam o całej sprawie i dolna część ciała stanowi integralną Moją Całość...
Wyswietl więcej
|
Przejdź do tego tematu na forum
|
Komentarze 0 | Autor: br>